Mazury Tour 2013 - 1000 km drogami i duktami Warmii i Mazur
  Mazury Tour 2013 zakończyło się 2013-04-281020 km
SALOMONRegionalna Dyrekcja Lasów PaństwowychRegionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w OlsztynieRegionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w BiałymstokuLasy Państwowe
DOTFILMS.PLSALOMONSklep biegaczaGARMINCOMPRESSPORTGJG GroupVITARGOFORMEDPLUS
Strona główna Wieści z trasy Mazury Tour 2013 Trasa biegu Sylwetka biegnącego Galeria
Mazury Tour 2013

W kolebce maratonu

2018-11-16 / wyświetleń - 52

Wszystko zaczęło się w końcu września 490 roku przed naszą erą, kiedy jedenaście tysięcy dzielnych Ateńczyków walcząc w obronie swojego ukochanego miasta pokonało w krwawej bitwie nieopodal wioski Marathon, wielokrotnie liczniejszą armię perskich najeźdźców.

     Według legendy grecki dowódca Miltiades, widząc wycofujące się oddziały Persów, których statki obrały kierunek na Ateny licząc na to, że szybko zdobędą miasto pozbawione obrońców wysłał jednego ze swoich żołnierzy o imieniu Filippides (Pheidippides) – najlepszego biegacza, aby ten pobiegł do Aten i obwieścił radosną wieść o zwycięstwie, a zarazem ostrzegł Ateńczyków przed nadciągającą perską flotyllą. Ubrany w zbroję Filippides biegł najszybciej jak potrafił, pokonując w upale dystans 40 km z Marathonu do Aten, jak podaje legenda w czasie zaledwie 3 godzin. Gdy totalnie wyczerpany dotarł na miejsce, zdołał jedynie wykrzyknąć: „Nenikekamen !”(Zwyciężyliśmy !) i padł martwy. Jeśli tak w istocie było, to dzielny Filippides nie miał zapewne pojęcia o tym, że został w ten sposób pierwszym w historii świata maratończykiem, a swoim bohaterskim wyczynem zapoczątkował legendę biegu, która przetrwała 2500 lat. I nie zmienia tego nawet fakt, że według żyjącego w pierwszym wieku naszej ery Plutarcha z Cheronei, tym pierwszym maratończykiem nie był Filippides, ale niejaki Eukles. W każdym razie, legenda maratońskiego biegu ma naprawdę antyczne korzenie. 

„Nad Maratonem
Wzniosło się niebo zarzewiem czerwonem,
Nad Maratonem przeciągają sępy,
Siadły na skałach i dziób ostrzą tępy…”

Marathon

Minęły całe wieki, a wspomniana legenda maratońskiego biegu odżyła na nowo w 1896 roku, kiedy francuski filolog-hellenista Michel Breal, a zarazem jeden z założycieli Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOL) i przyjaciół barona Pierre de Coubertaine’a  przeforsował ideę włączenia biegu maratońskiego do programu pierwszych nowożytnych igrzysk olimpijskich, które miały się wówczas odbyć w Atenach. Sprawa prosta nie była, gdyż w trakcie starożytnych zawodów nie rozgrywano długodystansowych biegów (najdłuższy miał tylko 5 km), ale Breal użył w swojej argumentacji znanej od wieków wszystkim Grekom legendy o dzielnym Filippidesie i jego samotnym biegu z pola bitewnego pod Marathonem do Aten (a swoją drogą legendarny Filippides musiał być faktycznie doskonałym biegaczem, gdyż jak wspomina w swoich historycznych dziełach słynny Herodot, nieco wcześniej przed bitwą maratońską, miał on ponoć pobiec z prośbą o pomoc dla Aten do Sparty, pokonując w ciągu doby, niewyobrażalny dystans 245 km). Ponieważ zwycięska dla Greków bitwa pod Maratonem była od dawna jednym z najdumniejszych momentów  w starożytnej historii ich kraju, władze greckie dały się przekonać obradującym w Paryżu delegatom ruchu olimpijskiego. Szybko bowiem dostrzeżono, że same igrzyska oraz bieg maratoński mogą obudzić ducha w narodzie, który wówczas mocno podupadł (m.in. w skutek 400 lat tureckiej niewoli). W ten sposób Michel Breal stał się ojcem współczesnego maratonu, a srebrny puchar jego imienia został główną nagrodą za wygranie tego pierwszego, olimpijskiego biegu długodystansowego. 

Oczywiście wielkim marzeniem gospodarzy pierwszych, nowożytnych igrzysk olimpijskich było zdobycie medalu w tej konkurencji przez ich rodaka, który nawiązałby tym samym do antycznych tradycji.  I to wielkie, ogólnonarodowe marzenie się spełniło w chwili, gdy nikomu wcześniej nieznany, wiejski rozwoziciel wody, Spirydon (Spyros) Louis wbiegł na stadion Panathenajski w Atenach kończąc pierwszy olimpijski bieg maratoński w czasie 2 godzin 58 minut 50 sekund zdobywając w ten sposób, jedyny wówczas złoty medal dla Grecji.  Zwycięzca wyprzedził kolejnego na mecie zawodnika o 7 minut, a cały maraton ukończyło zaledwie 9-ciu biegaczy, spośród 18-tu, którzy stanęli na starcie. Wielkiego osiągnięcia Louisa w niczym nie umniejsza fakt, że dystans tego pierwszego, nowożytnego maratonu wynosił 40 km, a nie jak dzisiaj 42,195 km.

„W Atenach pusto. Śród obszaru miasta
Pozostał starzec, ślepiec i niewiasta.
A kto mógł, patrzał w trwożnym niepokoju,
Czy nie obaczy co od strony boju.
Nic, nic nie widać. I słońce zagasło
I gwiazdy... Cyt – cyt – coś w pobliżu wrzasło...
Prędkimi kroki ktoś po bruku bije
I woła: „Tchu! Tchu! Głosy! Grecja... żyje!”

Zwycięstwo Spyrosa Louisa, który niemal  natychmiast stał się bohaterem narodowym Grecji rozbudziło również wyobraźnię biegaczy na całym świecie, przyczyniając się do wskrzeszenia legendy biegu maratońskiego, którego ukończenie stało się spełnieniem największego marzenia i wyzwania dla biegaczy pod każdą szerokością geograficzną. Jak żywa jest to legenda, niech świadczy fakt, że międzynarodowa organizacja maratonów oraz biegów długodystansowych AIMS zrzesza obecnie ponad 340 biegów w 97 krajach świata, a całoroczny kalendarz maratońskich imprez dosłownie pęka w szwach. Na całym świecie organizowanych jest obecnie ponad 1660 maratonów i nie ma praktycznie dnia, żeby gdzieś na świecie nie rozgrywano maratonu.  Jak niedawno policzono, tylko w Stanach Zjednoczonych w 1958 roku zorganizowano zaledwie 8 maratonów, teraz jest ich niemal 640! Sześć największych maratonów świata tworzy tzw. Wielką Szóstkę (World Marathon Majors), których ukończenie jest największą nobilitacją dla każdego, długodystansowego biegacza. Są to: Nowy Jork, Boston i Chicago oraz Berlin, Londyn i od niedawna Tokio.  Moda na bieganie w Polsce sprawiła również, że i nasze rodzime biegi maratońskie (których mamy już ponad 20) stały się bardzo popularne. W 2013 roku we wszystkich pięciu biegach wchodzących w skład tzw. Korony Maratonów Polskich, czyli: w Dębnie (mistrzostwa Polski w maratonie), Krakowie, Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu, wzięło łącznie udział oraz biegi ukończyło prawie 23,5 tys. biegaczy, podczas gdy jeszcze cztery lata wcześniej było ich o połowę mniej. Dla chętnych, nie ma dzisiaj najmniejszego problemu by znaleźć jakiś maraton, wystartować w nim i sprawdzić samego siebie na tym, królewskim dystansie, a pomysłowość organizatorów biegów maratońskich wydaje się nie mieć granic. Można już bowiem wziąć udział nie tylko w setkach maratonów rozgrywanych na ulicach miast całego świata, ale także pod Mount Everestem, na Saharze, na Antarktydzie, na zamarzniętym jeziorze Bajkał, na Wielkim Murze Chińskim, za kołem polarnym w Norwegii, albo pod ziemią w kopalni soli, jak choćby w naszej Bochni. W rezultacie, maratoński debiut jest możliwy praktycznie wszędzie, ale w Atenach na historycznej trasie z Maratonu nabiera wręcz mitycznego wymiaru. Dlatego każdego roku na początku listopada ściągają do stolicy Grecji tysiące biegaczy z prawie 100 krajów świata, pragnąc zmierzyć swe siły z legendą biegu Filippidesa oraz dokonaniem Spyrosa Louisa. I nie zniechęca ich świadomość, że nie będzie to prosty sprawdzian, gdyż historyczna trasa wcale do łatwych nie należy.

Trasa maratonu w Atenach

Co prawda pierwsze 10 km trasy jest płaskie i ciągnie się wzdłuż morskiego wybrzeża, to zaraz potem rozpoczyna się długi, bo aż 21-kilometrowy odcinek z licznymi i męczącymi podbiegami na wzniesienia okalające Ateny,  w tym m.in. górę Penteli (gr. Vrillisos), słynnej z pokładów białego marmuru, którego użyto onegdaj do budowy ateńskiego Akropolu. Dopiero od 32 km dystansu rozpoczyna się łagodny zbieg w dół. Z uwagi właśnie na tak wymagający profil trasy, maraton ateński uważany jest przez trenerów, samych biegaczy oraz statystyków długodystansowych biegów za jeden z najtrudniejszych, klasycznych maratonów na świecie. To właśnie między innymi dlatego, rekord tej historycznej trasy (2:10:55) ustanowiony w 2004 roku podczas Igrzysk Olimpijskich w Atenach przez włoskiego biegacza Stefano Baldiniego  jest wyraźnie gorszy od uzyskiwanych aktualnie wyników na tym dystansie, w tym ustanowionego niedawno rekordu świata w maratonie mężczyzn (2:01:39). Wspomniane, olimpijskie zwycięstwo Włocha w maratonie, świat - nie tylko sportowy - zapamiętał jeszcze z powodu niecodziennego wydarzenia do jakiego doszło na historycznej trasie biegu, kiedy  w okolicy 40 km jeden z kibiców zaatakował prowadzącego stawkę biegaczy, Brazylijczyka Vanderlei’a de Lima, co pozbawiło go praktycznie szans zdobycia złotego medalu olimpijskiego (ostatecznie zdobył brązowy).

Poczynając od startu w miejscowości Marathon, gdzie wczesnym rankiem sprawnie dowożą uczestników dziesiątki autokarów z centrum Aten i zapalany jest znicz olimpijski, do samej mety na historycznym Stadionie Panathenajskim atmosfera tego biegu jest naprawdę wyjątkowa. Tłumy kibiców przy trasie dopingujących uczestników i wręczających im gałązki oliwne, czyli symbol zwycięstwa w starożytnej Grecji. Sympatia, podziw i duma malujące się na twarzach kibiców towarzyszą umordowanym biegaczom na całej trasie, a zwłaszcza wtedy gdy greckie słońce i męczące podbiegi dadzą się im już porządnie w kość, czyli w okolicach 30 km maratonu. Chwilami trudno wręcz oprzeć się wrażeniu, że biegnie się śladami greckich bohaterów, jak choćby wokół kurhanu na wybrzeżu, który muszą okrążyć wszyscy uczestnicy biegu, a gdzie według historycznego przekazu pochowanych zostało 192 poległych w bitwie pod Maratonem, bohaterskich obrońców starożytnych Aten. Podobne odczucia towarzyszą biegaczom na 18 km trasy w miejscowości Rafina, gdy przebiegają obok wykonanego z brązu pomnika Filippidesa.    

„Cześć! Cześć! Miltjades!... Tchu!... Zwycięstwo z nami!”
Kobiety z domów wyszły z pochodniami...
Z gałązką lauru Grek ulicą bieżył
I padł wołając: „Zwycięstwo!” – Już nie żył.
A lud się ciśnie, podnosi mu głowę,
Rozrywa zbroję: – całe ciało zdrowe!
Ni śladu rany.”

Marathon - start


Odbywający się zawsze w drugą niedzielę listopada klasyczny maraton ateński przebiegł również – i to dwukrotnie, przy czym jeden raz samotnie w przeciwnym kierunku, czyli z Aten do Marathonu - jeden z najbardziej poczytnych, współczesnych pisarzy Haruki Murakami. Chyba jedyny wśród sławnych ludzi pióra, maratończyk i triatlonista, który swoje wrażenia z tego biegu opisał w świetnej książce-pamiętniku „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”. Japoński pisarz rozpoczął swój pierwszy bieg z Aten do Marathonu w pełni lata, o godz. 5:30 rano na wspomnianym Stadionie Panathenajskim, biegnąc potem w strasznym upale, gdy na ulicach nie sposób zobaczyć żadnego tubylca (poza słaniającymi się ze zmęczenia zagranicznymi turystami), natomiast leżącym bez ruchu, miejscowym psom trzeba się dłużej przyglądać by stwierdzić, czy w ogóle żyją. Haruki Murakami ukończył trasę prawie całego historycznego maratonu (z wyjątkiem około 1,5-2 km trasy, tzw. agrafki wokół kurhanu bohaterów bitwy pod Maratonem, o którym to fragmencie trasy wówczas nie wiedział) w czasie 3 godzin 51 minut, co i tak było niesamowitym wyczynem biorąc pod uwagę ekstremalny upał w jakim przyszło mu pokonać ten maratoński dystans.

„Biegnę dalej. Słońce ukazuje się w całej pełni i z niewiarygodną szybkością wznosi się na niebie. Umieram z pragnienia. Nie mam czasu się spocić, bo powietrze jest tak suche, że pot od razu paruje, zostawiając na skórze warstwę soli. Mówi się o „kropelkach potu”, ale nie w Grecji, gdzie pot znika tak szybko, że nie może uformować się w kropelki.”

Dwudziestotrzyletniemu Spyrosowi Louisowi zapewne tak gorąco nie było gdyż pierwszy, nowożytny maraton olimpijski został rozegrany 10 kwietnia 1896 roku, kiedy greckie słońce jeszcze tak mocno nie przypieka. Być może właśnie dzięki temu - jak podają niektóre źródła - był on w stanie sączyć na trasie maratonu dość specyficzny napój izotoniczny, jakim był podobno…koniak. W każdym razie, Louis objął prowadzenie w tym biegu na krótko przed metą maratonu, gdy pozostali rywale już opadli z sił. Gdy jako pierwszy zawodnik wbiegał na bieżnię Stadionu Panathenajskiego, na którego marmurowych trybunach zasiadło wówczas prawie 80 tys. ludzi nie było wątpliwości, że stanie się z dnia na dzień bohaterem narodowym Hellady.  Gratulujący Spyrosowi  zwycięstwa baron Pierre de Coubertain, twórca współczesnego olimpizmu, stwierdził krótko: „Pan dzisiaj napisał historię !” W nagrodę Spiros Louis otrzymał medal, antyczną wazę, pamiątkowy dyplom od króla Grecji oraz ufundowany przez wspomnianego Michela Breal’a srebrny puchar 15-centymetrowej wysokości. Na głowę założono mu kotinos, czyli wieniec z gałązek oliwnych – symbol zwycięstwa w starożytnej Grecji. Dokładnie taki sam przyozdobił skronie wspomnianego wcześniej Stefano Baldiniego. Oryginalne kotinos-y otrzymali w historii jeszcze tylko: zwycięzca maratonu na igrzyskach w Pekinie (w 2008 roku) oraz triumfator maratonu w Atenach w 2010 roku, gdy przypadała 2500-letnia rocznica bitwy pod Maratonem. Co ciekawe, wspomniane kotinos-y zostały wykonane z gałązek oliwnych najstarszego na świecie drzewa oliwnego, rosnącego w miejscowości Vouves na Krecie, którego wiek jest szacowany przez naukowców na około 4 tysiące lat.

Miejsce startu

 

Od 1972 roku klasyczny maraton w Atenach jest biegiem otwartym, dostępnym dla wszystkich biegaczy, których liczba z roku na rok stale rosła. Pierwsze kobiety dopuszczono do startu dwa lata później. Wcześniej, jako rozgrywane rokrocznie mistrzostwa Grecji w maratonie, ateński bieg był zarezerwowany tylko dla ówczesnej elity maratońskich biegaczy. I tak na przykład w 1961 roku, maraton w Atenach wygrał Etiopczyk Bikila Abebe, który rok wcześniej wsławił się zwycięstwem w maratonie na Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie, gdy ustanowił rekord świata (2:15:16) biegnąc cały dystans boso. W Atenach – tym razem już w butach - pobiegł tylko 2:23:45. Wyjątkowość ateńskiego maratonu potwierdza również i to, że od 2006 roku jest rozgrywany pod patronatem prezydenta Grecji, a od 2011 także pod auspicjami UNESCO w uznaniu historycznego znaczenia tego biegu dla pokoju i przyjaźni między narodami. Przyznane w 2010 roku przez Światową Federację Lekkoatletyczną (IAAF) oznaczenie Gold Label, jako jednemu z zaledwie 25 biegów maratońskich na całym świecie było symbolicznym  potwierdzeniem unikalnych wartości tego biegu, który sugestywnie opisał wspomniany wcześniej Haruki Murakami, gdy pokonywał historyczną trasę w swoim debiucie na królewskim dystansie.

„W okolicy trzydziestego siódmego kilometra zaczynam odczuwać nienawiść do całego świata. Dość tego! Już nie mogę ! Całkiem opadłem z sił i dalej nie chcę biec. Czuję się tak, jakbym prowadził samochód z pustym bakiem. Muszę się napić, ale jeśli się teraz zatrzymam i sięgnę po wodę, nie będę już w stanie ruszyć z miejsca. Umieram z pragnienia, ale brakuje mi sił, żeby się napić wody.”

Po wielu latach tułaczki w 2012 roku, maratońskie trofeum Spyrosa Louisa, czyli srebrny puchar ufundowany przez Michela Breal’a, , dzięki greckiej fundacji Stavros Niarchos (która nabyła go kilka miesięcy wcześniej na aukcji w domu aukcyjnym Christies za kwotę 878 tys. dolarów)  trafił w końcu do domu, czyli do Muzeum Akropolu. 

Kiedy już mocno wycieńczeni biegacze pokonają najwyższe wzniesienie ateńskiego maratonu na 32 kilometrze trasy, mogą nieco odetchnąć. Stamtąd bowiem rozpoczyna się teoretycznie łatwiejszy, bo łagodnie opadający końcowy etap biegu prowadzący m.in. aleją maratońską w Atenach z niezapomnianym finiszem na starożytnym Stadionie Panathenajskim. Ten zachwycającej urody obiekt sportowy został zbudowany w 329 roku przed naszą erą. Niecałe 200 lat później został przebudowany, a jego wykonane z marmuru trybuny mogły pomieścić  już wtedy około 50 tys. kibiców. Ponowna renowacja Panathenajskiej areny, nazywanej również Kallimarmaro miała miejsce w końcu XIX wieku, w celu przygotowania godnej areny dla pierwszych, nowożytnych igrzysk olimpijskich. To właśnie na bieżni tego stadionu finiszował wówczas grecki bohater Spyros Louis, a już współcześnie – takie legendy światowego maratonu jak wspomniany wcześniej Bikila Abebe, Stefano Baldini, czy też wielka portugalska biegaczka Rosa Mota. Na tej samej, jedynej na świecie czarnej, tartanowej bieżni  finiszują również każdego roku - często ze łzami wzruszenia w oczach - tysiące maratończyków z całego świata, spełniając w ten sposób jedno z największych marzeń ich biegowego życia. Pobiec i ukończyć maraton, właśnie tutaj w greckich Atenach - w kolebce maratonu, gdzie legenda tego wspaniałego biegu się narodziła.

Stadion Panatenajski

__________________________________________________

Fragmenty Poematu „Maraton” – Kornela Ujejskiego (1845);

Haruki Murakami – „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” tłum. Jędrzej Polak, wyd. WWL Muza S.A.

Komentarz Komentarze   Dodaj komentarz Dodaj komentarz

stat4u Projekt i wykonanie - SiPRO