Mazury Tour 2013 - 1000 km drogami i duktami Warmii i Mazur
  Mazury Tour 2013 zakończyło się 2013-04-281020 km
SALOMONRegionalna Dyrekcja Lasów PaństwowychRegionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w OlsztynieRegionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w BiałymstokuLasy Państwowe
DOTFILMS.PLSALOMONSklep biegaczaGARMINCOMPRESSPORTGJG GroupVITARGOFORMEDPLUS
Strona główna Wieści z trasy Mazury Tour 2013 Trasa biegu Sylwetka biegnącego Galeria
Mazury Tour 2013

NIKE ZOOM FLY – Nie dla każdego…

2017-06-23 / wyświetleń - 614

Ten but to dzieło biegowego szatana, albo kogoś kto ma z nim dobre układy. Trudno się w nim zatrzymać, jak również wolno biegać. Najnowsze dzieło projektantów z Portland to prawdziwy demon prędkości, tylko minimalnie słabszy od buta w którym Eliud Kipchoge omal nie złamał granicy 2 godzin w maratonie (zabrakło 26 sekund).

Próbę złamania bariery 2 godzin w maratonie na włoskim torze Monza oglądałem z ogromnym zainteresowaniem, cały czas dopingując biegnących i zastanawiając się nad tym, czy Eliud Kipchoge będący obecnie bezsprzecznie najlepszym maratończykiem świata, da radę osiągnąć taki wynik. Niestety, pozostała dwójka rywali była jedynie tłem dla wielkiego mistrza maratonu, który mknął do mety w tempie dużo lepszym od aktualnego rekordu świata na tym dystansie. Chociaż pomagali mu ciągle zmieniający się pacemakerzy oraz jadący przed nim samochód chroniący przed ewentualnym wiatrem wiadomo było, że tak naprawdę wszystko decydowało się w głowie i w nogach samego Eliuda Kipchoge. To przede wszystkim od jego dyspozycji zależało powodzenie tej niezwykle ambitnej i zarazem wielce ryzykownej próby, której firma NIKE nadała światowy rozgłos medialny. Próby ryzykownej dla samego Kipchoge (bo musiał biec cały czas w tempie grubo poniżej obecnego rekordu świata w maratonie), jak i dla firmy NIKE, bo co byłoby gdyby mistrz Kipchoge nie tyle zszedł z trasy, ale ukończył bieg w czasie dużo gorszym od oczekiwanego ? To byłaby zupełna klapa – finansowa i marketingowa, bo przecież buty w których biegli uczestnicy tej próby zostały specjalnie zaprojektowane i stworzone na to wydarzenie i miały pokazać, że dla firmy NIKE nie ma rzeczy niemożliwych, takich jak choćby złamanie mitycznej bariery 2 godzin w maratonie mężczyzn.

Choć na mecie, finiszującemu Kipchoge ostatecznie zabrakło tylko 26 sekund do pełnego sukcesu, to żadnej klapy nie było, gdyż i tak osiągnął wynik – marzenie (2:00:25) o kilka minut lepszy od aktualnego rekordu świata w maratonie (2:02:57) i własnego rekordu życiowego.  Dość powiedzieć, że niemal natychmiast po zakończeniu próby na torze Monza rozgorzały spekulacje na temat roli i znaczenia jakie w osiągnięciu tak fantastycznego wyniku odegrały nowe buty firmy NIKE, w których wspomniany Kipchoge pobiegł. Co bardziej pomogło świetnemu Kenijczykowi  – te niesamowite buty, ciągle zmieniający się pacemakerzy, czy też może niewątpliwy tunel aerodynamiczny tworzony przez auto, które przed nim jechało oraz innych biegaczy ? A może to efekt życiowej formy samego Eliuda Kipchoge, który dopiero na ostatnim kilometrze tego maratonu zaczął wykazywać oznaki jakiegoś zmęczenia, bo wcześniejsze kilometry pokonywał niemal z uśmiechem na ustach ? Trudno to dzisiaj rozstrzygnąć, ale całkowicie nowe buty NIKE-a w których biegła cała trójka konkurentów do złamania 2 godzin (Eliud Kipchoge, Lelisa Desisa, Zersenay Tadese) oraz wspomniani pacemakerzy swoją robotę niewątpliwie zrobiły. Nic więc dziwnego, że jak otrzymałem propozycję przetestowania tychże modeli butów to z wrażenia, aż usiadłem… :)  Po raz drugi, o mało nie usiadłem…gdy się w nich przebiegłem, co pokrótce zrelacjonuję poniżej.

Buty NIKE Zoom Fly w akcji...

NIKE Zoom Fly, który otrzymałem do testowania nie jest dokładnie tym samym modelem buta w którym biegł Eliud Kipchoge i jego koledzy. Jest technologicznie nieznacznie słabszy, ale i tak już od momentu pierwszego założenia robi naprawdę ogromne wrażenie. To jednak całkiem niewiele… w porównaniu z doznaniami jakie ten but oferuje w trakcie biegu. To jest prawdziwy kosmos i nie zawaham się stwierdzić, że NIKE stworzył buta prawie genialnego, w którym swoje nowe życiówki będą ustanawiały tysiące (jeśli nie miliony…) biegaczy na całym świecie, startujących w ulicznych biegach od 5 do 42 km. NIKE Zoom Fly ma ogromne szanse na to, aby wywołać kolejną rewolucję na rynku obuwia biegowego na miarę tej, jaka była udziałem firmy Adidas, kiedy ta wprowadziła do sprzedaży pierwszy model buta biegowego oparty na tworzywie boost (Energy boost). Tamtego buta chcieli mieć wszyscy biegacze, a firma Adidas długo nie była w stanie zaspokoić gigantycznego popytu. Sądzę, że teraz może być podobnie z najnowszym NIKE Zoom Fly-aiem, gdy tylko rozejdzie się wieść o tym, co ten but potrafi. A zapewniam, że potrafi wiele.

Już sam krój cholewki NIKE Zoom Fly-aia wskazuje, że jest to nie jest zwykły but biegowy. Całkowicie bezszwowa, idealnie przylegająca do stopy, bardzo miękka i delikatna w dotyku. Materiał z którego została wykonana (Flymesh) zapewnia stopom biegnącego nieprzeciętny komfort i fenomenalną oddychalność, co sprawdziłem biegnąc w tych butach w dużym upale. Odnosiłem wręcz wrażenie, że ta oddychalność cholewki rosła wraz z tempem biegu. Im szybciej biegłem, tym jej przewiewność była coraz większa. To naprawdę wspaniałe uczucie dla stóp zmęczonych wielokilometrowym biegiem, zwłaszcza w wysokiej temperaturze. Natomiast za rewelacyjne dopasowanie cholewki tego buta do stopy odpowiada nic innego, jak flagowy wynalazek butów firmy NIKE – flywire, czyli system cienkich i bardzo wytrzymałych kevlarowych nitek pozwalających na bardzo precyzyjne otulenie przedniej części stopy. Wprawdzie ta wspaniale dopasowana i przewiewna cholewka nowego Zoom Fly-aia robi duże wrażenie to jednak tym, co naprawdę może zachwycać jest…podeszwa tego buta. Z wyglądu nieco gruba i dziwnie zaokrąglona, ale za to niezwykle lekka (cały but waży jedynie 248 gramów !) i sprężysta. Wystarczy zrobić tylko parę kroków, aby poczuć nieprzeciętną dynamikę tej podeszwy, która jest zasługą zamontowanej w podeszwie środkowej tego buta pełnowymiarowej płytki z nylonu wzmacnianej włóknem węglowym. Z kolei firmowa pianka firmy Nike, czyli znany od lat i doceniany przez biegaczy lunarlon zapewnia nowym Zoom Fly-aiom odpowiednią miękkość i wspaniałą sprężystość, czyli w końcowym efekcie doskonałą amortyzację. Wprost nie mogłem się doczekać, żeby sprawdzić jak te wszystkie technologie będą działać w trakcie biegu. Zadziałały fenomenalnie !

Zoom Fly 2

NIKE Zoom Fly rozpędza się jak torpeda, dając biegaczowi niezwykle dynamiczne odbicie i zwrot energii porównywalny chyba tylko z legendarnym już modelem Energy boost Adidasa. Takie odbicie zupełnie naturalnie wydłuża krok biegowy, co sprawia bardzo miłe wrażenie „połykania” dystansu. Podeszwa Zoom Fly-aiów dobrze pochłania wstrząsy powstające w momencie uderzenia stopy o twarde podłoże, a dzięki swoim „krągłościom” oraz 10-milimetrowemu dropowi (różnica wysokości między piętą, a śródstopiem) zapewnia doskonałą płynność przetaczania stopy. W czasie szybkiego  biegu miałem wrażenie, że te buty wręcz same się nakręcają, prowokując niejako samoistnie do ciągłego podkręcania tempa biegu  (tak, że z trudem się w końcu zatrzymałem…:)). Specjalnie wyprofilowana podeszwa Zoom Fly-aiów ułatwia również pokonywanie podbiegów, bowiem wystarczy tylko lekkie wychylenie ciała do przodu, aby jakiekolwiek wzniesienie na trasie biegowej traciło swoje znaczenie. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości, że miłośnicy ścigania się na asfaltowych trasach biegowych będą tego buta pożądali za wszelką cenę. Otrzymali bowiem właśnie od firmy Nike, nie lada „zabawkę”, która z pewnością ułatwi im łamanie kolejnych barier czasowych oraz ustanawianie nowych życiówek !

Zoom Fly 3

Ale są jednak także pewne… „ale” i dlatego w tytule świadomie używam określenia – nie dla każdego. Uważam bowiem po przebiegnięciu w NIKE Zoom Fly-aiach ponad 300 km, że jest to but dla zaawansowanych biegaczy, których sposób poruszania i stawiania stopy w trakcie biegu został już trwale ukształtowany i cechuje wysoki poziom powtarzalności niemal każdego kroku. Niestety, biegacze oczekujący od butów uczucia pewności, stabilności i dobrego trzymania stopy w Zoom Fly-aiach tego nie znajdą. Ten but jest bowiem mało stabilny i pozwala stopom biegacza na zdecydowanie za dużo swobody, zwłaszcza podczas szybkiego biegania.  Zbyt miękki moim zdaniem, zapiętek buta wprawdzie podnosi uczucie komfortu i wygody, ale nie wpływa w podobnym stopniu na stabilność Zoom Fly-aia, która przez to może się okazać problemem dla biegaczy o krótszym stażu biegowym, kiedy ich kroki nie nabrały jeszcze odpowiedniego automatyzmu (powtarzalności). A przecież nie można zapominać, że znaczenie stabilności buta rośnie wraz z pokonywanym dystansem. Dodatkowym utrudnieniem może być także dość gruba i mocno profilowana podeszwa Zoom Fly-aia, która doskonale sprawdzi się dajmy na to, na idealnie równej powierzchni włoskiego toru wyścigowego Monza, ale niekoniecznie na polskiej, typowej ulicy z licznymi wybrzuszeniami asfaltu, jego dziurami lub koleinami. Mnie udało się niestety kilkakrotnie zahaczyć o tego rodzaju przeszkody w nawierzchni po której biegłem (na szczęście bez upadku). W dodatku, niemal całkowicie płaski bieżnik podeszwy Zoom Fly-aia sprawia, że but ma dość słabą przyczepność, co miałem okazję sprawdzić podczas półmaratonu, biegnąc po mokrej kostce granitowej na której czułem się trochę niepewnie. Ponadto, dość upierdliwą wadą testowanych przeze mnie butów były ciągle rozwiązujące się sznurówki, które moim zdaniem zostały wykonane ze zbyt śliskiego materiału. W trakcie pierwszych pięciu biegów rozwiązały mi się czterokrotnie i to mimo bardzo silnego wiązania. Pomagał dopiero drugi supeł na który jednak te sznurówki są zdecydowanie za krótkie. Kolejnym argumentem za tym, że NIKE Zoom Fly nie są butami dla każdego biegacza jest szczupłość ich cholewki. Osoby o bardziej pełnych stopach lub z wyższym podbiciem mogą mieć problemy już z samym wkładaniem stopy do tego buta. Chyba, że przyjmiemy tezę, że osoby o takich stopach raczej szybko nie biegają i takich butów jak Zoom Fly-aie wcale nie potrzebują. Niestety wreszcie po więcej niż 15 km biegu po twardej, asfaltowej nawierzchni duża dynamika odbicia Zoom Fly-aia daje się już odczuwać w nogach. Przypomina to nieco odczucia z biegania w kolcach na tartanie, który równie mocno sprężynuje przenosząc drgania na nogi biegacza.

Zoom Fly 4

Na zakończenie wypada mi raz jeszcze powtórzyć, że choć NIKE Zoom Fly nie jest w mojej opinii butem dla każdego biegacza to jednak uważam, że bez wątpienia skusi bardzo wielu amatorów szybkiego biegania. Oferuje bowiem nieprzeciętne doznania biegowe, dając też pewną rękojmię – chociaż nie gwarancję… pobicia życiówek, zwłaszcza na krótszych dystansach. A to już naszym szybkobiegaczom w zupełności wystarczy. Wprawdzie Eliudowi Kipchoge zabrakło 26 sekund do złamania mitycznych 2 godzin w maratonie to jestem przekonany, że w NIKE Zoom Fly-aiach zostanie złamana nie jedna „3-ka” w maratonie, 1:30 na „połówce” i bariera 40 minut na „dychę”. W końcu do tego przecież, te buty zostały stworzone.   

Zoom Fly 5

Komentarz Komentarze   Dodaj komentarz Dodaj komentarz

stat4u Projekt i wykonanie - SiPRO