Mazury Tour 2013 - 1000 km drogami i duktami Warmii i Mazur
  Mazury Tour 2013 zakończyło się 2013-04-281020 km
SALOMONRegionalna Dyrekcja Lasów PaństwowychRegionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w OlsztynieRegionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w BiałymstokuLasy Państwowe
DOTFILMS.PLSALOMONSklep biegaczaGARMINCOMPRESSPORTGJG GroupVITARGOFORMEDPLUS
Strona główna Wieści z trasy Mazury Tour 2013 Trasa biegu Sylwetka biegnącego Galeria
Mazury Tour 2013

ETAP 1 - Jestem w Ameryce…

2013-03-20 / wyświetleń - 2170

No dobra, teraz mogę wyjawić, że przed tym startem denerwowałem się strasznie ! Ciągle myślałem o tym, czy wszystko technicznie zadziała, czy o czymś ważnym nie zapomniałem, albo czegoś nie wziąłem pod uwagę. W końcu odwrotu już nie było… Tak więc bardzo chciałem mieć już ten start za sobą !

Startujemy spod Nadleśnictwa Miłomłyn

Tym bardziej, że tuż przed samym startem czekała mnie jeszcze mała konferencja prasowa. Okazało się jednak, że wcale ona taka mała nie była, a liczba ekip telewizyjnych, radiowych i dziennikarzy prasy całkowicie nas zaskoczyła. Po udzieleniu serii wywiadów oraz specjalnych sesjach zdjęciowo-filmowych, kilkanaście minut po godz. 12-tej ruszyliśmy.  Jeszcze przez kilka pierwszych kilometrów towarzyszyły nam dwie ekipy telewizyjne i dwóch fotografów.  Dopiero przed Sząbrukiem zostaliśmy na trasie sami.

Z początku biegło mi się świetnie. Ale zdecydowanie za szybko ! Jednak musiałem się rozgrzać szybszym biegiem, gdyż wcześniej bardzo wymarzłem przy udzielaniu tych wszystkich wywiadów oraz kręceniu zdjęć. Droga – wszędzie biały asfalt. I wąsko ! Grzesiek jadący samochodem bał się, żeby nie zjechać do rowu, bo pobocza były całkowicie zaśnieżone. Nie padało, wiatr był słaby, ale czułem zimno na twarzy (znowu zapomniałem posmarować kremem !). Za miejscowością Unieszewo wjechaliśmy do lasu. No i się zaczęło ! Śniegu było tyle, że samochód jechał przodem żeby zostawić mi wąskie koleiny którymi  biegłem, ślizgając się niemiłosiernie bo pod spodem był lód. Moje salomonowe „mantry” robiły co mogły, ale w takich warunkach mogły pomóc tylko buty z kolcami. Ale kto wiedział, że takie będą jeszcze w ogóle potrzebne w pierwszy dzień kalendarzowej wiosny ! Trochę kluczyliśmy, ale cały czas posuwaliśmy się we właściwym kierunku. W okolicy 20 km zacząłem odczuwać już zmęczenie w efekcie wyjątkowo ciężkiego biegania  po śniegu i lodzie (dobrze, że miałem nakładki na buty). Zaczęły się też pojawiać, jak je nazywam „bóle błądzące”, które nagle się gdzieś w ciele pojawiają, przez jakiś czas biegu dokuczają, po czym równie nagle znikają. To sygnały coraz bardziej zmęczonego organizmu, żeby zaprzestać jego dalszego torturowania. Więc tymi bólami się nie przejmowałem, pamiętając cały czas o tym, co radzi Scott Jurek, aby wypuścić ból… uszami. Niestety, jeden  ból  nie chciał w ten sposób zniknąć i na dwa kilometry przed metą już wiedziałem, że nie jest dobrze. Bolał mnie przyczep mięśnia w okolicy lewego biodra naciągnięty wskutek ciągłego ślizgania się na lodzie, ukrytym pod śniegiem. Zwłaszcza na podbiegach, których wcale mało nie było. Miałem już kiedyś tego rodzaju kontuzję, więc dobrze wiedziałem czym może pachnieć dalsze przeciążanie nogi w tym miejscu… A ponieważ mimo tych śnieżno-lodowych warunków dystans półmaratonu pokonałem poniżej 2 godzin, za radą Grześka mocno zwolniłem, przechodząc miejscami do marszu. Na szczęście do mety było już blisko i niebawem, dokładnie po 2 godzinach i 27 minutach biegu znalazłem się w… Ameryce ! Muszę teraz zastosować zabrane ze sobą maści i liczyć na to, że jutro nie będzie już tak ciężkich warunków terenowych, bo jeżeli będzie tak samo jak dzisiaj, to może być naprawdę kiepsko…

Spotkana zwierzyna w lesie:  zero  (chyba jeszcze śpi snem zimowym…);      

Bociany, żurawie i różne takie tam, zwiastuny wiosny…:   zero  (chyba są jeszcze w Afryce…);

Zjadłem na trasie: jednego banana, jeden baton i jeden żel Vitargo. Wypiłem jeden bidon (3/4 litra) izotoniku;                                                                                   

Moje dzisiejsze ubranie: dwie warstwy na górze i jedne getry (cienkie) na dole. Czapeczka typu beannie oraz rękawiczki. Było zimno (temp. odczuwalna – minus 5-7 stopni). Śnieg nie padał;

Słuchałem po drodze:  Maleo Reagge Rockers, Status Quo, U2, Imany, Seal’a i Zaz;

Najfajniejsze chwile:

- wspólne zdjęcie z przypadkowo spotkanymi drwalami Nadleśnictwa Jagiełek (poniżej)

- kiedy Grzesiek przejechał samochodem po drewnianym mostku nad Pasłęką, który groził zawaleniem, ale tablicę informującą o takim ryzyku zobaczył dopiero po drugiej stronie rzeki… :)

- gdy skończyłem i nie musiałem już dalej walczyć z lodem ukrytym pod śniegiem…         

 

Konferencja prasowa

 Wywiady...

 

 Ostatnie chwile przed startem...

 Wreszcie biegnę...

 

Na trasie...

Z chłopakami z lasu...

 

 

Komentarz Komentarze   Dodaj komentarz Dodaj komentarz
  • Mateusz Dubas (2013-03-20 21:36:31)
    Mimo tak trudnych warunków dałeś radę, gratulacje! Jak pisałem wcześniej, pierwsze koty za płoty, oby tak dalej! Powodzenia :)
  • Dagmara (2013-03-20 22:00:34)
    Super! Gratuluję, trzymam kciuki i wiosny życzę!
  • bartek (2013-03-21 09:21:23)
    Powodzenia! Trzymam kciuki!
  • Ania i Kuba (2013-03-21 19:30:46)
    Mam nadzieję, że nie masz wątpliwości, że trzymamy za Ciebie kciuki i towarzyszymy Ci myślami! Genialnie relacjonujesz - będziemy czytać codziennie. I nie martw się - biegamy regularnie.
  • Monika z lasu (2013-03-21 20:38:43)
    Jeszcze raz gratuluję doskonałego pomysłu. Trzymam kciuki za pomyślne pokonanie kolejnych etapów trasy (będziemy Was wirtualnie śledzić:-)

  • stat4u Projekt i wykonanie - SiPRO